Poszkodowany publikacją często nie może uzyskać ochrony

2017-08-02
POSTĘPOWANIE | Rozpatrzenie powództw o sprostowanie winno być rozpoznane najpóźniej w ciągu 30 dni od dnia wniesienia pozwu niedotkniętego brakami formalnymi.

Po nowelizacji Prawa prasowego z 14 września 2012 roku instytucja sprostowania prasowego miała zyskać nowy wymiar, stając się bardziej skutecznym narzędziem walki z nierzetelnymi publikacjami prasowymi. Kilka lat funkcjonowania przepisów w nowym brzmieniu, zaprzecza jednak celom i założeniom, jakie legły u podstaw nowelizacji. Przepisy prawa prasowego w dalszym ciągu budzą bowiem szereg wątpliwości interpretacyjnych prowadzących do istotnych rozbieżności w orzecznictwie, a  „udoskonalone” przepisy zdają się spełniać swoją rolę jedynie w teorii.

Własna prawda
Sprostowanie prasowe to instytucja, której zasadniczą funkcją jest umożliwienie zainteresowanemu, a więc osobie, której dotyczą fakty przytoczone w prostowanym materiale, do przedstawienia własnej wersji zdarzeń. Sprostowanie w bezpośredni sposób realizuje zasadę audiatur et altera pars, umożliwiając zainteresowanemu dotarcie do opinii publicznej z tzw. własną prawdą, tj. przedstawieniem tego, jak według zainteresowanego informacje i fakty opublikowane w materiale prasowym rzeczywiście się mają.

W orzecznictwie sądowym niemal powszechnie dominuje aktualnie tzw. koncepcja subiektywnego ujmowania sprostowania, co w praktyce oznacza, że sąd rozpoznający sprawę nie bada tego, czy informacje zawarte w materiale prasowym były prawdziwe, czy nie, a jedynie bada, czy spełnione zostały tzw. przesłanki formalne żądania sprostowania, określone w odpowiednich przepisach prawa prasowego (termin, forma, podpis itd.), co istotnie odróżnia tę instytucję od roszczenia opartego na naruszeniu dóbr osobistych czy prawno-karnego zniesławienia.

Pomijając w tym miejscu liczne głosy krytyczne wobec potrzeby utrzymywania w polskim prawie instytucji sprostowania prasowego, (którym nie można całkowicie odmówić słuszności), jak i kształtu, w jakim jest obecnie przyjmowana w doktrynie i orzecznictwie (tj. w ujęciu subiektywnym), należy podkreślić, że póki sprostowanie prasowe-jako narzędzie służące do zniwelowania skutków naruszonego publikacją prasową dobra danej osoby-funkcjonuje w naszym systemie prawnym, to warto by przepisy ustawy realnie dawały poszkodowanemu możliwość walki z nierzetelną publikacją. Dotąd takiego stanu nie udało się osiągnąć.

Problemy interpretacyjne
O tym zaś jak nierówna jest to walka, świadczy nie tylko studium przypadków, w których redaktorzy naczelni nagminnie odmawiają publikacji prasowych (powołując się na dość dowolnie zinterpretowany odpowiedni przepis prawa prasowego w zakresie wymogów formalnych), bądź w ogóle milczą (co jest równoznaczne z odmową), ale i szereg orzeczeń sądowych, w których na tle niemal identycznego stanu faktycznego zapadają odmienne rozstrzygnięcia. Dokonując interpretacji tych samych przepisów Prawa prasowego, sądy powszechne dochodzą bowiem do całkowicie odmiennych wniosków. Różne postrzeganie przez składy orzekające poszczególnych przepisów powoduje niepewność po stronie zainteresowanego, który chcąc spełnić proste i wydawać by się mogło nieskomplikowane warunki formalne sprostowania, kilka razy zastanowi się, czy w ogóle warto inicjować jakikolwiek spór sądowy.

Warto zatem podkreślić, że poszkodowany publikacją bardzo często nie może uzyskać ochrony prawnej np. na skutek trudności w ustaleniu aktualnego redaktora naczelnego, wątpliwości dotyczących tego, czy w przypadku publikacji zawartej w lokalnym dodatku dziennika, pozwanym winien być redaktor naczelny wydania ogólnopolskiego czy lokalnego. Są również wątpliwości związane z:  ukształtowaniem samego tekstu sprostowania lub z tym, czy dany tekst jest w ogóle materiałem prasowym i podlega ustawie. Ponadto czasem nie wiadomo wreszcie, w jaki sposób należy złożyć podpis pod sprostowaniem, czy można posłużyć się w tym celu pełnomocnikiem lub czy oprócz podpisu, tekst sprostowania dodatkowo koniecznie musi zawierać treść wskazującą na autorski charakter wypowiedzi ? Wydawać by się mogło, że tego rodzaju kwestie, jako te najbardziej podstawowe winny wprost wynikać z przepisów prawa i nie powinny podlegać wątpliwościom interpretacyjnym, jednak w praktyce to właśnie te zagadnienia powodują dla zainteresowanego najwięcej trudności i są jednocześnie różnie postrzegane przez sądy.

Krótsze terminy
Jedną z koronnych zmian, jakie wprowadziła nowelizacja Prawa prasowego, był też czas trwania sądowego rozpatrywania powództw o sprostowanie. I tak, zgodnie z art. 52 ustawy, sprawy te winny być rozpoznane najpóźniej w ciągu 30 dni od dnia wniesienia pozwu niedotkniętego brakami formalnymi, w tym samym terminie winna być rozpoznana apelacja. Skróceniu uległy także pozostałe terminy np. do wniesienia apelacji czy odpowiedzi na apelację oraz dokonano istotnej modyfikacji innych zasad, np. w zakresie braku obowiązku wskazania adresu zamieszkania pozwanego, niestawiennictwa stron, doręczenia wyroku z uzasadnieniem, które to modyfikacje miały służyć przyspieszeniu i uproszczeniu całej procedury rozpatrywania powództwa o sprostowanie. O ile termin rozpoznania sprawy jest wprawdzie tzw. instrukcyjnym (niewiążącym sądu w  sposób bezwzględny), o tyle praktyka bardzo często dowodzi, iż nadal przeciętny czas rozpoznania sprawy o sprostowanie prasowe w I instancji wynosi około pół roku, a na prawomocne rozstrzygnięcie nierzadko czeka się nawet około dwóch lata. Niezwykle rzadko sądom udaje się, chociażby zbliżyć w procedowaniu tych spraw, do zapisanych w ustawie terminów. Można zatem zadać pytanie, czy po prawie dwóch latach od spornej publikacji prasowej, zamieszczenie sprostowania w ogóle jeszcze ma jakikolwiek sens, czy takie sprostowanie spełni swoją funkcję, podczas gdy w świadomości odbiorców utrwalił się negatywny obraz zainteresowanego, przedstawiony w materiale prasowym?

O ile skrócenie czasu rozpoznawania spraw był ze wszech miar słuszny, o tyle niemożność wywiązania się przez sądy ze wskazanych terminów, podyktowane jest (poza ogromem rozpoznawanych spraw, i przewlekłością postępowań spowodowanych względami praktycznymi i organizacyjnymi – co jest w pełni zrozumiałe), wieloma problemami natury prawnej, jakie niosą ze sobą znowelizowane przepisy.

Do kogo pozew
Poza powyżej wskazanymi wątpliwościami, jednym z takich problemów, jest kwestia legitymacji biernej po stronie pozwanej. Jak przyjmuje się w  orzecznictwie, każdoczesnym pozwanym w sprawach o sprostowanie prasowe, musi być bowiem aktualny redaktor naczelny dziennika lub czasopisma. Stanowisko to potwierdził Sąd Najwyższy w uchwale z 17 września 2008 roku (sygn. III CZP 79/08), jednak do dzisiejszego dnia, kwestia ta rodzi wiele wątpliwości prawnych, w szczególności w odniesieniu do sytuacji, w której do zmiany na tym stanowisku dochodzi w trakcie trwania procesu sądowego. Należy bowiem pamiętać, że wniosek o sprostowanie musi wpłynąć do redaktora naczelnego aktualnego
w dacie formułowania wniosku, a w sytuacji gdy w międzyczasie dojdzie do zmiany na tym stanowisku, pozwanym musi zostać już nowy redaktor naczelny. Sąd Najwyższy we wspomnianej uchwale dał wprawdzie wskazówkę, jak sądy mogą postępować w takich przypadkach tj. stosując na zasadzie analogii konstrukcję dopozwania, jednak praktyka orzecznicza pokazuje, że w dalszym ciągu możliwe są rozbieżności odnośnie jej stosowania w ogólności, lub też w postępowaniu odwoławczym, pomimo że do zmiany na stanowisku redaktora naczelnego może także dojść dopiero po wydaniu wyroku w II instancji. Brak możliwości wskazania nowego pozwanego, (w przypadku uzyskania wyroku uwzględniającego powództwo), może oznaczać kolejne utrudnienia związane z faktem, iż wyrok opiewa na konkretnego pozwanego wymienionego z imienia i nazwiska, wobec którego nie ma prawnych i faktycznych możliwości wykonania wyroku, a  sięgnięcie do konstrukcji nadania klauzuli wykonalności na rzecz nowego redaktora naczelnego, poprzez odwołanie do art. 788 k.p.c. może rodzić kolejne problemy natury prawnej. Tego rodzaju komplikacje nie tylko utrudniają zainteresowanemu uzyskanie realnej ochrony prawnej, ale i wydłużają proces, gdyż nierzadko sądy zmuszone są przeprowadzić postępowanie dowodowe na okoliczność ustalenia tego, kto aktualnie pełni funkcję redaktora naczelnego. 

Artykuł został opublikowany w dodatku do dziennika Rzeczpospolita 'Dobra Firma' z dnia 2.08.2017 r.