Praworządność czy zapewnienie skutecznych narzędzi kontroli NIK?
2026-10-01
W dniu 21 września 2026 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w sprawie o sygn. akt IX Ka 300/26, w którym zmienił wyrok Sądu I instancji i uniewinnił oskarżoną od zarzutów naruszenia art. 98 Ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli (dalej: NIK), tj. zarzutu utrudniania kontroli.
Dorobek orzeczniczy na gruncie art. 98 Ustawy o NIK jest skromy. W przeszłości NIK sporadycznie kierował zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa dotyczące tego występku, jeszcze rzadziej prokuratura decydowała się na wniesienie aktu oskarżenia. Sytuacja uległa zmianie w ostatnich latach, czego efektem jest m.in. wskazana powyżej sprawa karna.
Uniewinnienie nastąpiło z powodu braku umyślności po stronie oskarżonej, jednak szereg motywów Sądu miało uniwersalny charakter, a sam wyrok ma szansę być wzorem dla wykładni art. 98 Ustawy o NIK. Niepozorny występek zmusił Sąd II instancji do rozstrzygnięcia ważkiego konfliktu dwóch wartości, których system prawa co do zasady broni. Jak zauważył Sąd w ustnych motywach rozstrzygnięcia, doszło w przedmiotowej sprawie do zderzenia dobra jakim jest efektywna kontrola NIK wydatków publicznych z zasadą praworządności.
Kanwą do rozważań stał się dość skomplikowany na gruncie finansów publicznych stan faktyczny. Odmowa kontroli miała miejsce w Fundacji powołanej przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), przy pomocy której BGK realizował politykę CSR. Nie wchodząc w tym miejscu w detale obrony wystarczy zakreślić, że powstał spór na gruncie art. 2 ust. 3 Ustawy o NIK, dotyczący charakteru środków będących w dyspozycji Fundacji. Co do zasady NIK może kontrolować podmioty posiadające środki publiczne. Finałem sporu była opinia biegłego z zakresu finansów publicznych, który przesądził, iż środki te nie mają statusu środków publicznych w rozumieniu ustawy o NIK.
Mając tak zakreślony stan rzeczy, Sąd II instancji wyprowadził logiczny i spójny wywód, z którym wypada się zgodzić od początku do końca. Sąd zwrócił uwagę, że dyskusja prawnicza i finansowa w zawisłej sprawie, po obu stronach nie pozostaje bez racji. NIK w istocie musi mieć skuteczne narzędzia, aby w imieniu obywateli kontrolować wydatki publiczne. Z drugiej jednak strony środki, którymi dysponowała Fundacja takiego przymiotu nie miały. A nawet gdyby finalnie biegły sądowy po 3 latach procesu, przeprowadzeniu długiego postępowania dowodowego i wysłuchaniu argumentów prawniczych po obu stronach doszedł do wniosku przeciwnego, to jakie to ma znaczenie z perspektywy człowieka, który a limine ma takiej oceny dokonać? Jakie szanse na rzetelną ocenę ma osoba będąca na początku całej sprawy, bez wiedzy i doświadczenia w specyficznych gałęziach prawa i finansów publicznych? Jak wprost stwierdził Sąd Okręgowy w ustnych motywach „tam gdzie prawnicy nie mogą dojść do porozumienia nie można stosować prawa karnego”.
Najistotniejszym fragmentem uzasadnienia, który zasługuje na zwrócenie uwagi, był tenże krytykujący linię argumentacji NIK. NIK podnosił bowiem, że podmiot kontrolowany, mający wątpliwości co do legalności kontroli powinien dopuścić kontrolujących, a swoje wątpliwości zgłaszać na późniejszym etapie. Czyniąc inaczej, zdaniem NIK, osoba fizyczna naraża się właśnie na odpowiedzialność z art. 98 Ustawy o NIK.
Powyższa argumentacja NIK, zdaje się, nie została stworzona jedynie na potrzeby procesowe. Wszak NIK wielokrotnie informował o skierowaniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa w tym zakresie. NIK nadmiernie eksplorując normę karną poszedł niejako na skróty, w pewnym sensie „zastraszając” osoby decyzyjne w organach podmiotów kontrolowanych ich osobistą odpowiedzialnością karną. NIK w pełni świadomy szeregu wątpliwości natury prawnej co do własnej kognicji na gruncie art. 2 ust. 3 ustawy o NIK, stawiał osoby fizyczne przed ryzykiem odpowiedzialności karnej licząc na to, iż w ten sposób spowoduje dopuszczenie do kontroli. Miało to jednak miejsce nawet w tych sytuacjach, w których takiej podstawy nie miał. W tym miejscu warto wskazać, iż osobiście spotkałem się w swojej praktyce z sytuacją, w której NIK zwracał się o dokumenty nie do podmiotu publicznego, nie do kontrahenta podmiotu publicznego a wręcz do podwykonawców tych kontrahentów, oczywiście pouczając o odpowiedzialności karnej z art. 98 Ustawy o NIK.
Sąd Okręgowy w Warszawie powyższą argumentację NIK dosadnie skrytykował. Zgodnie z ustnymi motywami rozstrzygnięcia, nie sposób tak ekscesywnego stanowiska pogodzić z zasadą praworządności. Organy państwa, w tym NIK, działają na podstawie i w granicach prawa, a ryzykiem wadliwej interpretacji przepisów kompetencyjnych nie można obciążać obywatela.
Należy oczekiwać, że pisemne uzasadnienie wyroku utrzyma i rozwinie ustne motywy. Nie sposób przesądzić, czy komentowany wyrok Sądu Okręgowego będzie stanowił istotną wytyczną dla przyszłych orzeczeń, przy czym wyrażam nadzieję, że tak właśnie będzie. Można być jednak przekonanym, iż wyrok odwrotny, skazujący oskarżoną, byłby istotnym narzędziem do ekstensywnego interpretowania kompetencji kontrolnych NIK. W takim scenariuszu osoby decyzyjne w obawie przed odpowiedzialnością karną akceptowałyby coraz bardziej rozszerzającą interpretację art. 2 ustawy o NIK. Tymczasem nie o strach w praworządności chodzi.




