Nazwa wirusa jako znak towarowy

COVID niewątpliwie kojarzy się z bólem, cierpieniem, tragediami ludzkimi. Nie wiadomo, jak do tych aspektów w kontekście ochrony własności intelektualnej podejdą Urzędy Patentowe.

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową słowo COVID, by otrzymać ponad 6 miliardów wyników. Nazwa ostrej zakaźnej choroby układu oddechowego wywoływanej przez nieznany dotąd rodzaj koronawirusa pojawia się nie tylko w raportach medycznych, mediach i opracowaniach naukowych. To słowo zdecydowanie dominuje w przestrzeni publicznej.

W świecie własności intelektualnej element COVID obserwujemy oczywiście w kontekście rozwiązań mających pomóc w zwalczaniu epidemii, chronionych jako wynalazki lub tajemnice przedsiębiorstwa. Okazuje się jednak, że do Urzędów Patentowych spływają zgłoszenia znaków towarowych zawierających słowo COVID. Ale czy można zarejestrować znak towarowy COVID?

MAŁO PRAWDOPODOBNE

Odpowiedź wcale nie jest oczywista. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że podstawową funkcją znaku towarowego jest wskazywanie źródła pochodzenia towaru lub usługi nim oznaczonej. Dzięki oznaczeniom towarów nabywca powinien odróżnić produkty tego samego rodzaju pochodzące od różnych producentów. Tymczasem określenie COVID czy COVID-19 nie jest nazwą rodzajową, tylko skrótem od angielskiego określenia Coronavirus Disease 2019, który wszedł do języka potocznego, określając chorobę zakaźną szerzącą się na całym świecie.

Możliwości uzyskania ochrony znaku towarowego „COVID” w wersji słownej są zatem mało prawdopodobne, zwłaszcza dla leków lub dla usług medycznych związanych ze zwalczaniem koronawirusa i wywołanej nim choroby. Dla tych towarów i usług takie oznaczenie prawdopodobnie uznano by za opisowe, czyli pozbawione zdolności odróżniającej. Lek oznaczony słowem COVID wskazywałby, do zwalczania jakiej choroby jest przeznaczony.

Obowiązujące przepisy nie pozwalają na rejestrację znaków towarowych o opisowym charakterze (np. mleko, pasta do zębów). Prowadziłoby to do zmonopolizowania określenia, do którego wszyscy uczestnicy obrotu powinni mieć swobodny dostęp.

Równie mało prawdopodobne wydaje się uzyskanie rejestracji znaku towarowego ANTY-COVID dla produktów lub usług związanych ze zwalczaniem epidemii. Dodanie przedrostka mającego informować, że dany towar czy usługa jest przeciw wirusowi, nie zmienia opisowego charakteru tego oznaczenia.

Należy również pamiętać, że znak towarowy nie powinien wprowadzać w błąd. Oznaczanie produktów leczniczych słowami anty-COVID, szczególnie do czasu stwierdzenia, że faktycznie skutecznie działają, oprócz zarzutu opisowości może wiązać się z dodatkowym zarzutem –wprowadzania w błąd co do cech produktu.

Czy w związku z tym żaden znak towarowy zawierający słowo COVID czy ANTY-COVID nie ma szans na rejestrację?

SŁOWO PLUS GRAFIKA

Bazy danych pokazują, że wśród zgłoszonych do rejestracji znaków towarowych są także znaki słowno-graficzne – zawierające oprócz słowa COVID jeszcze element graficzny. Prawdopodobnie dodanie do słowa COVID takiego elementu ma, zdaniem zgłaszającego, poprawić zdolność odróżniającą znaku oraz wyeliminować zarzut opisowości oznaczenia. Nawet jeśli taki zabieg przyniesie efekt w postaci rejestracji oznaczenia, to czy faktycznie będziemy mogli mówić o sukcesie, czyli uzyskaniu mocnego znaku o dużej sile odróżniającej?

Z perspektywy osoby od lat zajmującej się doradzaniem w zakresie efektywnej budowy portfolio praw własności intelektualnych jest to niestety sukces iluzoryczny. Zakres ochrony takiego oznaczenia będzie de facto obejmował elementy fantazyjne, ale nie opisowe znaku. Co to znaczy w praktyce? Wobec podmiotów posiadających rejestrację słowno-graficznego znaku towarowego z elementem słownym COVID inni uczestnicy rynku w dość prosty sposób zdołają wykazać, że wynikająca z rejestracji wyłączność nie obejmuje słowa COVID. Czy zatem nie ma szansy na skuteczną rejestrację znaku towarowego COVID lub znaku zawierającego taki element słowny?

Dotychczas rozważaliśmy możliwość zarejestrowania takiego znaku w odniesieniu do leków, sprzętu medycznego, usług medycznych – a więc towarów i usług, które w sposób naturalny i bezpośredni kojarzą się z chorobą, leczeniem, pandemią itd.

INNE MOŻLIWOŚCI

Poza tą sferą istnieje jeszcze całe bogactwo innych towarów i usług. Dla tych wszystkich, które nie wiążą się ze światem medycyny, badaniami naukowymi i zwalczaniem pandemii, można uznać, że znak towarowy COVID nie byłby oznaczeniem opisowym. W odniesieniu do konkretnych towarów czy usług należałoby rozważać, czy nie zachodzą inne przesłanki określone przepisami, które uniemożliwiałyby uzyskanie rejestracji znaku.

Jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś zgłosi do rejestracji znak towarowy COVID dla oznaczania wódki, czy znak Mr COVID dla oznaczania np. koszulek. Niewątpliwie dla każdego z tych towarów takie oznaczenie nie jest nośnikiem informacji o jego cechach, więc zarzut opisowości można byłoby wyeliminować.

WBREW DOBRYM OBYCZAJOM

Nie można jednak tracić z pola widzenia, że w polskim systemie prawa jedną z przesłanek uniemożliwiających rejestrację zgłoszonego oznaczenia jest jego sprzeczność z porządkiem publicznym lub dobrymi obyczajami. Nie można mówić o sprzeczności z prawem takiego oznaczenia, ale czy jego wykorzystanie dla towarów takich jak wódka czy koszulka nie zostanie uznane za sprzeczne z dobrymi obyczajami? Tego przesądzić nie można.

COVID niewątpliwie kojarzy się z bólem, cierpieniem, tragediami ludzkimi. Nie wiadomo, jak do tych aspektów w kontekście ochrony własności intelektualnej podejdą Urzędy Patentowe. Czy w zakresie dobrych obyczajów mieści się sygnowanie wódki nazwą COVID? Prawdopodobnie odpowiedź na takie pytania przyniesie przyszłość, gdy zostaną wydane decyzje przyznające lub odmawiające udzielenia ochrony zgłoszonym znakom, a chętnych do wykorzystania popularnego skrótu nie brakuje.

PO CO TO WSZYSTKO

Zdecydowanie ważniejsze jest uzyskanie odpowiedzi na pytanie – po co zgłaszać takie znaki? Czemu ma służyć taka rejestracja?

Wprawdzie prawo ochronne, będąc prawem wyłącznym, przyznaje monopol na eksploatację danego oznaczenia w obrocie w odniesieniu do konkretnych towarów i usług, ale czy rzeczywiście warto podejmować działania i ponosić koszty służące uzyskaniu i utrzymaniu ochrony znaku COVID dla przykładowej wódki czy koszulki? Oznaczenie COVID w takim kontekście nie będzie ani opisowe, ani wprowadzające w błąd, ale czy z punktu widzenia strategii biznesowej wprowadzanie do obrotu np. wódki o nazwie COVID będzie strzałem w dziesiątkę? Czy taki napój zyska na rynku prestiżową pozycję, czy też będzie wątpliwą atrakcją jednego sezonu?

Decyzja o dokonaniu zgłoszenia i rejestracji znaku towarowego nie sprowadza się, jak wiele osób uważa, jedynie do wypełnienia nieskomplikowanego formularza i uiszczenia opłaty. To decyzja o charakterze inwestycyjnym, często strategiczna. Dobrze dokonane zgłoszenie znaku towarowego wymaga uprzedniej rozmowy o  strategii biznesowej, o planach na przyszłość, tak, by specjalista, rzecznik patentowy, mógł kompetentnie doradzić, jak i gdzie chronić oznaczenie oraz jak budować na jego bazie wartościowe portfolio praw własności intelektualnej. Posiadanie szeregu zarejestrowanych znaków towarowych o niewielkiej zdolności odróżniającej, a co za tym idzie – znikomej wartości, to przykład źle obranej strategii. Wielokrotnie w pracy z przedsiębiorcami wskazuję, że czasem wystarczy jeden znak, zgłoszony i zarejestrowany w sposób przemyślany, by stał się największą wartością firmy.

DOROTA RZĄŻEWSKA RADCA PRAWNY I RZECZNIK PATENTOWY, KANCELARIA JWP RZECZNICY PATENTOWI

Wciąż zastanawiam się, czemu mają służyć zgłoszenia znaków towarowych z elementem słownym COVID. Pandemia przeminie. Czy za jakiś czas te oznaczenia nadal będą atrakcyjne, zarówno jako identyfikatory towarów lub usług różnych podmiotów, a także jako przedmiot obrotu? Czy ktoś będzie chciał odkupić takie znaki i oznaczać nimi swoje towary? Czy warto w nie inwestować? Czy może lepiej przyjąć inną strategię wobec własności intelektualnej w swoim biznesie? Zagadnienie, jaką strategię najlepiej wybrać, pojawi się zapewne na szkoleniach i warsztatach, które cyklicznie organizujemy i prowadzimy, lub podczas bezpośredniego spotkania.

Artykuł ukazał się w papierowym i internetowym wydaniu dziennika ,,Rzeczpospolita”